przedzieranie się przez formę wymaga zerwania chachmentów ego i zanurzenia się w miłości
A juz myślałam ze jestem niewidzialna. Idę z dwoma siatami. Człowiek, na oko lat 75, schorowany z laską pyta czy może mi zając chwile. Słucham. Proponuje mi nie sex, żebym sie nie obrażala za szybko. Zaprasza mnie do domu aby tylko pogłaskac. Za 50 zł. Podałam mu rękę za darmo i powiedziałam ze ma minutę. Niech głaszcze. Powiedział, ze woli goły tyłek.
Siedzę na ławce. Gapie sie na jezioro. Nadchodzi przystojniak, nucąc coś pod nosem.
-pani taka sama-słyszę śpiewny ton
-lubie samotnosc-odpowiadam
On przechodzi.
-niech pani uważa, żeby pani tak sama nie umarła-nagle rzuca przez zaciśniete zęby
-a pan sie łudzi, że będzie umierał z kimś?-zezłoszczona rzucam w plecy odchodzącej postaci.
Czytam Ci ja przedostatnią książkę Olgi Tokarczuk, podążając za Panią Duszejko i nagle widzę wewnątrz siebie taki obraz. Ja w stodole na krześle. Siedzę. Przez całkiem szerokie szpary między deskami docierają do mnie promienie jasnego światła. Impuls sprawia, że wdzierają sie do środka i ściany stodoły zostają wypchnięte na zewnątrz. I ja siedzę w mega jasnym świetle. Trwa to mikrochwilę. Ale właśnie dowiedziałam się co znaczy być w źródle, być w środku czegoś dobrego.
Wierciłam się odkąd pamiętam, ale w przypadku puzzli wykazywałam, nie wiadomo czemu, stan spokoju przechodzący w anielską cierpliwość. Z zaangażowaniem układałam kartoniki u Liska, który otrzymywał je w paczce z RFN-u. Najbardziej fascynowało mnie układanie nieba. Było to zajęcie dosyć trudne, ale zaczynając od krawędzi, potem układając słońce widziałam efekty swojej pracy, co stymulowało mnie do dalszych wysiłków. Kiedy bezodcieniowy błękit nie chciał już się dawać okiełznać, bo wypustki kwadracików nie pasowały do dziurek, wstawałam, rozprostowywałam palce o palce i chodziłam. Najczęściej szłam do mamy Liska pogadać. I po miłej wymianie zdań podczas której wypijałam kubek kakao (tego pysznego w żółtej puszce z królikiem!) wracałam do błękitu. Lisek i Sadek pomagali mi w tym, bo im szybciej poszło ułożenie drzew, traw, śniegu. Potem staliśmy nad pejzażem w mieszkaniu na drugim piętrze w roku 80tym chyba i zachwycaliśmy się swoim dziełem. Od jakiegoś czasu gdy patrzę przez okna pociągów, hoteli albo podczas spaceru i widzę piękny błękit, słońce i jego promienie rozprzestrzeniające się po błękicie, rachityczne trawki wystające spod śniegu czy ciemne drzewa osłupiałe z zimna, to przypomina mi się obrazek z puzzli i my, trójka z Obrońców.
Żyję w pięknym świcie. Ciekawa jestem czy chłopaki mojego dzieciństwa też patrzą i czy widzą?
Głos Dawnych Mazurów na Facebooku
English translation · Deutsche ÜbersetzungFoto: Katarzyna Trzaskalska, Małgorzata Biniek, Magdalena Świtek. Stylizacja: Monika Wierzbicka, dodatki: Sława Tchórzewska, Grażyna Kłopocka-Służała. Rysunki: Krzysztof Skain May. Realizacja: obbie.pl
© Monika Wierzbicka 2012-2024. Wszelkie prawa zastrzeżone. Polityka prywatności i cookies