W pamięci oczyszczam duszę
By wrócić tu nie musieć
Wybaczcie bracia, siostry
Psy, koty, mchy i porosty
To jedna ze zwrotek pieśni, którą szykujemy w studiu z Rafałem Gorączkowskim.
Nade mną gwiazdy, planety
We mnie sumienie, stety, niestety
Myśl, że to wszystko w celu
A nie splątane w zielu
A reszta już za niedługo z muzyką i gośćmi
1/3
Przeładowana słowami
zmęczona gadaniem
cudzym i własnym
wchłonęłam gości.
Przepłynęli przez ucho
igielne do ciebie.
Leżę.
Nie wstaję.
Bieganie
tam i z powrotem
nic nie daje.
Pachnie mokry liść,
Ktoś zatrzymał się przy płocie.
2/3
Na mojej kleszczewskiej górce,
która skrywa proch, żwir i tajemnice.
Na źdźble, igle, trawy i sosny
siedzę.
Bez poruszenia podróżuję po wnętrzach.
Widzę lodowiec, kamienie
i światło błyskające na Wojnowie.
3/3
Stamtąd gdzie jestem,
tyle, że inaczej,
oglądamy kochany nasza górkę.
Trzymamy się za ręce
żeby kiedy nasz czas przyjdzie
nie zgubić się w drodze
do wieczności.
Kiedy skręciłam i jechałam już drogą na Nowogród, jezdnia się zwężyła. Nikogo przede mną i mgła wokół. Włączyłam długie światła i nastąpił jakiś taki efekt świetlny, że światło rozchodziło się koliście. Dobrze widziałam drogę. Reflektory nie tak jak zawsze rozchodziły się tunelami świetlnymi ale jakoś tak koliście. I nagle przez chwilę, kiedy mózg przyswajał nowość miałam wrażenie bycia gdzieś indziej, gdzieś w innym kosmosie, który spotęgował radość ostatnich dwóch dni. Już w czwartek byłam w domu rodzinnym ❤ Ale zanim dojechałam zajrzałam do Eli na rynek. Obiecałam podpisać się na płycie. Usiadłam na składanym krzesełku i podpisałam. Chwilę posiedziałyśmy, porozmawiałyśmy, ktoś przyszedł kupić kapcie, nota bene fantastyczne. Ja się ze swoimi już nie rozstaję. Ale co kolejne fantastyczne to to, że, Ela puściła piosenki i w okolicy jej stanowiska są słyszalne. Bardzo to przyjemne uczucie. Dusowe piosenki są słyszalne na targu. Na targu, na którym lata temu, jako dziewczynka stawiałam pierwsze kroki jako handlowiec. Wynosiłam ubrania, w których uważałam, że nie będę chodzić i sprzedawałam. Tam też nauczyłam się targować :).
W piątek spotkałam się z Giżycką Falą i śpiewaliśmy piosenki. Wcześniej jednak przywitanie się, prezenciki, rozmowa z ciałem, rozgrzewka wokalna, pogaduchy. Wymyśliły się nam nowe podziały w pieśni "Liście w ogrodzie". Bardzo fajnie wybrzmiały. Biorąc przykład z folklorystów nagrywam wszystko i archiwizuję.
Dwie godziny minęły prędko. Kolejne zajęcia dopiero późną jesienią. Mam nadzieję, że wszystko co do tej pory, zaowocuje na zajęciach w innych grupach, nie tylko wokalnych. Serdecznie wszystkich pozdrawiam. Jesteście ze mną a ja z Wami ❤
Godzinę później spotkałam się z paniami nauczycielkami z przedszkola nr 4. Opowiedziałam skąd ja się w ogóle u nich wzięłam i o mojej mazurskiej pracy. Przywiozłam dwie pieśni; jedna ze zbioru kx. Gustawa Gizewiusza „Na ostródzkiem polu” (w opracowaniu prof. Zenony Rondomańskiej) i z nagrań Państwowego Instytutu Sztuki „Gynś, gynś” (nagrywał Władysław Gębik). Zachęcałam panie, żeby stworzyły koło śpiewacze. Nie dość, że nauczyły się w lot melodii, to jeszcze śpiewałyśmy Gynś na dwa sposoby. Raz tak bez żadnych podpowiedzi z mojej strony, a raz puszczając żuchwę luźno. I raz wybrzmiałyśmy jasno, delikatnie, a raz ciemniej, pełniej. Czułam jak nam całe ciała śpiewały i sala wypełniła się mocą śpiewu. Kiedy już się to stanie i będziecie Panie wspólnie śpiewać dajcie, proszę znać. Przyjadę podpiąć się do Waszego śpiewu. Może na kolejnym Festiwalu Pieśni i Tańców Regionalnych, nie tylko grupy przedszkolne zatańczą i zaśpiewają ????
Tak wypełniona obecnością w domu rodzinnym, spotkaniami z ludźmi wróciłam do domu. I zaczynam nowe. Ale o tym za moment. Dobrego dnia ❤
Sztuczna Inteligencja: SzI
Od czasu kiedy Psioter pierwszy raz zastosował narzędzie do stworzenia programu informacyjnego po mazursku zaczęłam się zastanawiać nad słusznością lęków związanych z tym czymś. To, że kij ma dwa końce to wiadomo. Słowo, wymyślone przez człowieka (zwolennicy kosmicznych astronautów mogliby się nie zgodzić) też ma dwa końce. I tak dalej. „SzI” wprowadziła pewnie jeszcze większy chaos ale też uruchomiła większą ostrożność i czujność. Podzieliłam się swoimi wątpliwościami z bliskimi i z naszych rozmów wypreparowało się rozróżnienie na sztuczną inteligencję i wykorzystanie maszyny przez człowieka. Dopóki jest w naszych rękach, myślę, że to jeszcze człowiecza sprawa.
Śpiewanie mazurskiej piosenki przez nazwijmy go SzIurka. Gładki, metaliczny, poprawny, bez emocjonalny, bez zająknięcia. Może i do kogoś podobny ale ten metal w jego głosie płynie mi się po zębach i od razu wyłączam. Rozumiem kunszt tej maszyny, w pewnym sensie podziwiam i widzę podobieństwa do uczenia się pieśni ludzi od ludzi. Bo jeśli Gotliba z babcią śpiewały córce, to córka wchłaniała w siebie dwa głosy. Potem szła w świat i uczyła się słuchając kolejnych głosów,; potem przetwarzała to przez siebie i śpiewała swoja pieśń. Jak my teraz. Zawsze od kogoś się uczymy. (Ciekawa jestem czy jest żywa istota, która miałaby zdolność mówienia, śpiewania, gdyby nie usłyszała nic z zewnątrz? Kochające nieme środowisko?). Rozumiem, że maszyna uczy się w sposób podobny. Ale dopóki, nie będzie miała w oczach duszy nigdy nie wpłynie głęboko w słuchających. I dopóki głos będzie służył czemuś większemu niż konfekcja muzyczna, dopóki tworzenie będzie największym uwielbieniem talentu, który w nas, żadna maszyna tego nie przeskoczy. Może nadszedł ten czas, że to maszyna uczy nas w sposób przewrotny wracać do gruntu sprawy.
Na ten nadchodzący rok życzę nam otwartego serca i prawdziwego głosu ❤
Stojąc w korku na trasie Studio – Szkoła układała mi się koncepcja połączenia Tai Chi i śpiewania. Ze dwa lata temu Mariusz na tablicy napisał kilka słów w 5 punktach rozwijając je po swojemu. Minimum słów maximum treści. Na ich podstawie stworzyłam program sześciogodzinnych warsztatów wokalnych. Wypełniłam podpunkty po swojemu. A dzisiaj, w dwóch turach, napisał po cztery. I z tych pierwszych podpunktów wypływają moje teraźniejsze przemyślenia.
W Tai Chi, oprócz ćwiczeń pomocniczych (qi gong, rozluźnienia i uelastyczniania ciała, rozciągania, uspokajania, ćwiczeń na równowagę) ćwiczymy formy: Yang (…), Wundang, 10-cio ruchową, 24-ruchową, zwaną Pekińską, z wachlarzem, mieczem i.t.d. Uczymy się jej krok po kroku. Od zewnętrza po wnętrze. Na każdą kolejną formę pracują jakości i właściwości tych wcześniej nauczonych. I z czasem płynę w ruchu. Energia przytrzymana ciałem płynie w granicach wyznaczonej choreografii. Do końca życia jest co robić.
Formą w śpiewaniu jest technika. Czasami trzeba się jej nauczyć a czasami po prostu jest. W Tai Chi jest mnogość stylów i w śpiewaniu jest ich wiele.
A gdyby tak formę porównać z dzbanem
1. Jak
Najpierw wybieramy jaki dzban chcemy zrobić. Potem człowieka który nam powie co i jak. A potem ćwiczymy. Zaangażowanie, cierpliwość, powolność, systematyczność i wszystko inne co jest potrzebne do wchłonięcia sztuki.
2. Po co
Śpiewanie może być konfekcyjne, kanapkowe, popisowe, ulewające i głębokie etc. Czasami zaczynamy w konfekcji a kończymy w głębokim. I to jest OK. Wszystko co przepływa jest OK. Oddychaj.
3. Działanie
Fajnie jest przyglądać się jak wszystkie czynności, które składają się na śpiewanie wpływają na ciało. Czy ciało wpuszcza oddech, czy powietrze niesie głos. Czy uwalnia się głowa, czy rozpływają się emocje. I jak to co i jak śpiewamy wpływa na słuchających. Bo u nich pośrednio, śpiewanie też działa. Czy glina, z której zrobiony jest dzban „wibruje”
4. Zastosowanie/Wykorzystanie
Tak jak Tai Chi śpiewanie może być wykorzystane po wierzchu, gimnastycznie albo i głąbiej. Na różnych etapach może służyć do czego innego. Intencja i rozpoznanie siebie jest istotne w określeniu wykorzystania. Tak jak z dzbankiem, czy ma cieszyć oko, czy ma być naczyniem z którego można pić.
Dzban można stworzyć na wiele sposobów (kanciasty, obły, duży, mały…) i a potem malować kolorowzory (kwiaty, kwadraty, paski, kropki, na czarno, biało, kolorowo). Jeśli tylko pozostawimy formę formie będzie pusta. Może być konfekcyjnie użyteczna. I to jest OK. Ale jeśli chcieć pójść dalej to dzban trzeba wypełniać. Każdy wkłada do dzbana co może. Czasami treści jest tak wiele że uniemożliwia konstrukcję dzbanka. Kruszy się bo albo nie ma mocy albo wulkan emocji rozsadza. Mogą być to lęki, trauma ale również nadmierna radość i tzw. pozytywna ekscytacja. Brak równowagi. Brak skupienia. O to trzeba zadbać, każdy w swoim, fengszujowo przyjętym na dany moment, zakresie. Stop. Oddychaj.
Mariusz kiedyś powiedział, a przynajmniej tak to zapamiętałam, że zbyt szybka wiedza rodzi napięcia. Dlatego czas ma takie znaczenie.
Kiedy treść i forma się zespolą płynie pieśń.
Ps. Zdjęcie tablicy z zajęć w Studiu. Opisane są momenty gdzie powolność przyśpieszała tego dnia. Pierwsze 4 rozwinęłam powyżej. Zdjęcie zawieszam za zgodą Mariusza. A po rozwinięcia zapraszam do Studia Tai Chi Mariusza Sroczyńskiego. Jestem ciekawa jak i kto zobaczy koherencję swojej dziedziny z Tai Chi.
Głos Dawnych Mazurów na Facebooku
English translation · Deutsche ÜbersetzungFoto: Katarzyna Trzaskalska, Małgorzata Biniek, Magdalena Świtek. Stylizacja: Monika Wierzbicka, dodatki: Sława Tchórzewska, Grażyna Kłopocka-Służała. Rysunki: Krzysztof Skain May. Realizacja: obbie.pl
© Monika Wierzbicka 2012-2024. Wszelkie prawa zastrzeżone. Polityka prywatności i cookies